left
left
 
right
Strona główna arrow Biuletyn arrow Numer 1 - 10.2006 arrow Wykluczenie społeczne: nowa nazwa - stary problem
24.07.2014.
 
 
Strona pomocy dla ludzi bezdomnych

Menu
Wykluczenie społeczne: nowa nazwa - stary problem Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
03.10.2006.

Czym jest wykluczenie społeczne?

Do niedawna wykluczenie społeczne było pojęciem zupełnie obcym, niespotykanym w życiu codziennym, mediach, a nawet literaturze fachowej. Pojawiając się zrobiło zawrotną „karierę”, choć większość osób niejednoznacznie potrafiłaby powiedzieć, czym jest wykluczenie, kim jest osoba wykluczona.
Najczęściej, przeciętnemu Kowalskiemu, wykluczenie kojarzy się z osobami bezrobotnymi, biednymi, a czasem osobami niepełnosprawnymi. Zastanawiając się nad istotą słowa „wykluczenie” możemy jednak dojść do wniosku, że jest to pojęcie o wiele szersze, dotykające różnych grup społecznych. Ujawniane w ostatnich tygodniach w mediach tragiczne zdarzenia wśród młodzieży szkolnej ściśle wiążą się z wykluczeniem poszczególnych jednostek z grupy rówieśników. Mechanizm wykluczenia jest podobny w większości problemów społecznych: biedni – bogaci, osoby sprawne – osoby niepełnosprawne, grupa rówieśnicza a osoba osamotniona.
Definicji wykluczenia społecznego powstało wiele, jednak jedną z przystępniejszych jest definicja zaproponowana przez ekspertów w Narodowej Strategii Integracji Społecznej dla Polski (2003r):
„Wykluczenie społeczne to sytuacja uniemożliwiająca lub znacznie utrudniająca jednostce lub grupie zgodne z prawem pełnienie ról społecznych, korzystanie z dóbr publicznych i infrastruktury społecznej, gromadzenie zasobów i zdobywanie dochodów w godny sposób...”
 Ważna jest zatem odpowiedź na następujące pytania:
-   „co” lub „kto” wyklucza? (sytuacja wykluczająca będąca splotem czynników czy warunków wykluczających)
-   „kto” jest wykluczany? (jednostka wykluczana, czyli osoba, grupa znajdująca się w sytuacji wykluczającej )
-   z  czego wykluczana jest dana jednostka (zgodne z prawem społeczne funkcjonowanie, korzystanie z zasobów publicznych i zabezpieczanie własnej egzystencji w godny sposób,  co w wyniku sytuacji wykluczającej jest uniemożliwione lub znacznie utrudnione)
Inna definicja zaproponowana w tym samym w/w dokumencie: „Wykluczenie społeczne to brak lub ograniczone możliwości uczestnictwa, wpływania i korzystania z podstawowych instytucji publicznych i rynków, które powinny być dostępne dla wszystkich, a w szczególności dla osób ubogich”.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Negatywne skutki wykluczenia społecznego coraz częściej budzą refleksje
i zmuszają do tworzenia planów pomocowych, programów walki z wykluczeniem itp. Rzadko jednak programy te odnoszą się do przeciwdziałania mechanizmom wykluczenia społecznego, co ściśle wiązałoby się z edukacją społeczną młodzieży. Najczęściej łagodzą skutki przez działania doraźne. Używając powszechnie już znanego powiedzenia „lepiej zapobiegać niż leczyć” możemy sobie wyobrazić, jakie skutki w życiu społecznym i ekonomicznym przyniosłaby promocja wśród dzieci, młodzieży
i dorosłych idei solidaryzmu, konstruktywnego działania w grupie i odpowiedzialności za swoją społeczność.
Obecnie w kulturze masowej i w systemie edukacji promuje się skrajny indywidualizm bycia najlepszym, najsprawniejszym, najpiękniejszym, etc. Powszechnym mechanizmem staje się sytuacja porównywania siebie do innych, kiedy dowartościowujemy siebie posiadając markowe ubrania, lepszy samochód, większe mieszkanie lub inne materialne gadżety, bez zwracania uwagi na jakość życia. Istnienie ideologii „naj” prowadzi do pułapki, która pokazuje, że nie każdy może być „zwycięzcą”, są nimi tylko nieliczni.
Skala wykluczenia jest wielka i nie obejmuje tylko osób bezdomnych czy bezrobotnych, ale generalnie dotyka osób mających poczucie bycia gorszym i nieuczestniczących w życiu społeczno – gospodarczym.
Patrząc na problematykę w sposób ilościowy możemy domyślać się, dlaczego zrodziło się zapotrzebowanie na nowe nazewnictwo.
Jeszcze do niedawna bardzo powszechnie używano zwrotów „osoby z marginesu społecznego”, „powrót do społeczeństwa”, mając z reguły na uwadze osoby niepracujące czy bezdomne. Sytuacja zmieniła się od czasu, gdy stopa bezrobocia
w Polsce od wielu lat utrzymuje się na poziomie ponad 15 %. Należy też pamiętać, że wskaźnik, jakim jest stopa bezrobocia nie jest jedynym, który określa samo zjawisko wykluczenia społecznego. Innym przykładem są dane, które mówią, że 50% dorosłych Polaków korzysta z różnego rodzaju świadczeń. Paradoksalnie widać, że przytaczany wcześniej “margines społeczny” lada moment będzie większy od “normalnej części społeczeństwa”. W takiej sytuacji zupełnie niezasadne wydaje się określenie “ludzie z marginesu”, ponieważ osoby te są integralną częścią społeczeństwa. Myślę, że powinniśmy raczej mówić o osobach uczestniczących lub nieuczestniczących w życiu społecznym.

Wtórna marginalizacja czyli jak „pomagamy”
 
Zastanawiając się nad osobami tzw. „wykluczonymi” i zawężając to pojęcie do osób bezrobotnych, bezdomnych albo chorych psychicznie należy przyjrzeć się relacji „osoba w potrzebie” – „pomagający”. Osobiście zetknąłem się ze społecznościami we wsiach popegeerowskich, które żyjąc w bardzo skromnych warunkach, mając kontakt ze światem praktycznie tylko przez TV, nie postrzegały siebie jako biedne, wykluczone, etc. Znaleźli sposób na przetrwanie, skromną egzystencję: zasiłek, praca sezonowa (głównie „na czarno”), własna hodowla. Kiedy mieszkańcy tych wsi zetknęli się  „pomagaczami” proponującymi tzw. programy reintegracji społecznej i zawodowej, często reagowali agresją. Pamiętam jedną z wypowiedzi mieszkańca: „kiedy was nie było mieliśmy wszystko, teraz widzę, że nie mamy nic”.
Innym przykładem relacji „osoba w potrzebie” – „pomagający” są osoby popadające w choroby psychiczne. Pamiętam, jak kilka lat temu spotkałem dobrze wykształconego, przystojnego mężczyznę szukającego pomocy w różnych instytucjach. Bardzo szybko można było domyślić się, że nie jest w normie psychicznej (cierpiał na schizofrenię). Jednak opowiadając o swoich kontaktach z instytucjami wskazywał w logiczny sposób na wiele błędów popełnianych przez osoby w nich pracujące. Początkowo odbierano te informacje jako nieprawdziwe, związane z jego zaburzeniem. Jednak z czasem część z nich okazała się trafnymi spostrzeżeniami.
Ostatni przykład jasno pokazuje, jak łatwo szufladkuje się osoby, które zwracają się po pomoc. Często jednak nie wsłuchujemy się w ich faktyczne potrzeby, tylko odgórnie przypisujemy do stworzonych programów pomocowych. Opisane zjawisko wtórnej marginalizacji jest bardzo niebezpieczne dla osób, które zawodowo zajmują się pomaganiem i łatwo popadają w rutynę. Uproszczony obraz powoduje, że nie widzimy potencjałów tkwiących w osobach wykluczonych. W konsekwencji paradoksalnie „biedni są biedniejsi”, a „chorzy psychicznie są bardziej chorzy”.

Czy jest droga w drugą stronę – integracja społeczna.

Co stoi na przeszkodzie, aby zapobiegać wykluczeniu społecznemu, a nie tylko „leczyć” jego skutki? Dlaczego procesy integracji społecznej wciąż nie wydają się na tyle czymś naturalnym i powszechnym, że wymagają „ubierania” ich w programy, projekty, strategie etc.? W sytuacji naszego kraju dosyć często odwołujemy się do naszej historii społecznej, gdzie z wyjątkiem XX-lecia międzywojennego ostatnie 200 lat upłynęło pod hasłem wspólnej walki (czyt. wspólnego działania) przeciw wrogowi. W dzisiejszej sytuacji, kiedy nie ma „wspólnego wroga”, współpracuje się trudno. Wydaje nam się trudne i nienaturalne rozmawianie z sąsiadami na temat podjęcia wspólnej inicjatywy. Wynika to z tego, że w okresie powojennym identyfikowano poczucie „my” na poziomie rodziny. Niestety, poziom społeczności lokalnej, regionu czy państwa postrzegany był jako obszar, w którym rządzą „oni”. Ponowna identyfikacja następowała dopiero na poziomie wartości narodowych.
Dotychczasowy brak treningu społecznego w przypadku Polski nie tłumaczy negatywnych zjawisk braku integracji społecznej w innych częściach świata na początku XXI w.
Przykładem tego mogą być ofiary upałów we Francji w 2003 roku. W kraju nad Sekwaną, gorącego sierpnia nie przeżyło 15 tysięcy osób - głównie osób starszych. Rodzi się pytanie - gdzie były rodziny, sąsiedzi, przyjaciele?
W sposób lawinowy w Polsce obywatele zaczęli organizować się po 1989 roku. W pierwszej dekadzie lat 90-tych powstały tysiące fundacji i stowarzyszeń, odpowiadających prawie na wszystkie potrzeby życia społecznego. Mimo, że organizacje pozarządowe są miernikiem aktywności życia społeczeństwa obywatelskiego, to nie należy stawiać znaku równości między społeczeństwem obywatelskim, a organizacjami pozarządowymi. Tak naprawdę skuteczne działania integracji społecznej wydarzają się jeszcze jeden poziom niżej – czyli wśród obywateli, społeczności lokalnej. Same organizacje pozarządowe są wyższym poziomem zorganizowania tych działań. Powstaje zatem pytanie czy powinny istnieć regionalne, krajowe czy nawet globalne programy integracji? Czy prawdziwe jest ciągle powszechne przekonanie, że „rząd coś z tym powinien zrobić”?
Zależność tą w jasny sposób określa zasada subsydialności, zasada pomocniczości. Zasada Pomocniczości - oznacza, że zorganizowani w różnych układach obywatele rządzą swoimi sprawami w granicach praw, a państwo podejmuje tylko te działania, których sami obywatele wykonać nie potrafią i nie mogą. Zasada pomocniczości wymaga znalezienia równowagi między możliwie nieskrępowaną aktywnością obywatelską  interwencją państwa (dla „wspólnego dobra’), (..). Głosi, że w dziedzinach, które nie są w jej wyłącznej kompetencji (tj. nie są traktatowo zastrzeżone dla Unii), Unia będzie podejmować działania tylko wtedy, jeśli cele zamierzonych działań nie mogą być zrealizowane w wystarczającym stopniu na szczeblu państw członkowskich  dlatego ze względu na ich zakres lub ich skutki lepiej osiągnięte zostaną na szczeblu Unii.”
Bardzo wyraźnie widać działanie tej zasady w przypadku grup Anonimowych Alkoholików (AA), gdzie największą wartością i potrzebą realizowaną w tej wspólnocie jest wsparcie między osobami z podobnym problemem. Osiągane tam efekty nie są możliwe do realizacji zarówno poziom niżej, tj. gdy osoba uzależniona samodzielnie stara się poradzić z problemem, ale także poziom wyżej, czyli przy próbie uzyskania takiego wsparcia na poziomie instytucjonalnym. Możemy powiedzieć, że przykład grup AA jest fenomenem efektów uzyskiwanych dzięki procesom integracji społecznej. Także w innych problemach społecznych między poziomem jednostki, a poziomem instytucji istnieje potrzeba, czy nawet konieczność, tworzenia struktur pośrednich, dla których procesy integracji społecznej będą naturalną i główną działalnością. Mam tutaj na myśli grupy nieformalne, grupy wsparcia, grupy samopomocowe, a nawet stowarzyszenia samopomocowe. W rozwiązywaniu danego problemu społecznego nie powinny być one jedynym elementem systemu pomocowego, jednak są niezbędne i równorzędne w stosunku do struktur „profesjonalnych”.    
Spoglądając na mapę organizacji pozarządowych w Polsce i na świecie, ciągle odczuwalny jest deficyt oddolnych inicjatyw obywatelskich. Być może małe oddolne inicjatywy obywatelskie są niewidoczne w mediach i nie istnieją jeszcze w wirtualnej rzeczywistości  Internetu. Prawdopodobnie z czasem zostanie zweryfikowana aktywność obywateli, oby nie była to sytuacja podobna jak we Francji 2003r.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
left
right